Próbny post
Sam wysiadła ze swego zasłużonego już auta, ciskając się ze złości. Od paru dni, dokładnie od czasu, kiedy były na polowaniu, nie umiała znaleźć sobie miejsca. Była bezsilna wobec smutku Alex. Nie wiedziała co miałaby robić, żeby poprawić jej humor. Każda jej inicjatywa wydobycia jej z domu, kończyła się fiaskiem. Brytyjka nie była nawet zainteresowana jej pomysłami, wymawiając się bólem głowy, czy jakimkolwiek innym bólem. Miała już serdecznie dość jej chandry, gdyż sama czuła się przez nią nie do życia.
- Co tam słychać kochanie? – Powitała ją Rose od progu, uśmiechając się promiennie.
- Przestań się czepiać kobieto!
Sam nie była w nastroju do rozmawiania o pierdołach. Kiedy minęła matkę, która to rozdziawiła usta w niedowierzaniu, stwierdziła, że może bezpodstawnie zaatakowała rodzicielkę, dlatego też odwróciła się i przytuliła do oniemiałej matki.
- Przepraszam… - Szepnęła, wtulając się w jej obojczyk. Przez tą całą sytuację coraz trudniej było jej zapanować nad nerwami. – Alex siedzi już w pokoju od kilku dni… Nie wiem co mam robić.
Matka przytuliła córkę do piersi, głaskając delikatnie jej głowę. Dziewczyna przymknęła oczy, zastanawiając się dlaczego wcześniej tego nie robiła. W matczynych ramionach czuła się naprawdę bezpiecznie.
- Czasami nie trzeba nic robić. – Rose szepnęła, nie zaprzestając głaskania Sam. Amerykanka już chciała się sprzeciwić, lecz kiedy tylko otwarła usta, wydało jej się to dobry pomysłem. Może faktycznie musiała poczekać. Jakby na to nie spojrzeć, jej dotychczasowe próby nie zdawały egzaminu, więc co innego jej zostało? – Czas jest najlepszym lekarstwem.
Sam jeszcze przez chwilę pozostała w matczynych ramionach, rozważając jej radę. Może faktycznie powinna poczekać, aż przyjaciółka dojdzie do siebie. Jednak im dłużej nad tym myślała w jej głowie pojawił się szatański plan.
- Może w niektórych sytuacjach trzeba poczekać, ale na pewno nie teraz! – Krzyknęła podekscytowana tym co wymyśliła, wyswobadzając się z ramion rodzicielki. Nie będzie biernie czekać, aż przyjaciółka zapomni o złamanym sercu. – Mam pewien pomysł…
Rose spojrzała na córkę sceptycznie, nie bardzo wiedząc co o tym myśleć.
- Klin klinem?
Sam zastanowiła się chwilę. Nie brała pod uwagę żadnego klina… Nie! Jej pomysł nie zakładał osób trzecich, przynajmniej nie w końcowych punktach planu. Musiała tylko namówić Julię do swego pomysłu.
- Wrócę wieczorem! – Krzyknęła na odchodnym, ignorując zaciekawioną minę matki i jej błagalne spojrzenia.
Wsiadając do samochodu, poczuła jak jej serce galopuje niczym spłoszony rumak. Jeśli tylko jej plany się powiodą, nie dość, że Alex nie wyjedzie, to jeszcze będzie szczęśliwa. Całą drogę do Lucky Farm pokonała z zawrotną szybkością. Gdyby nie to, że w tamtym tygodniu liczne dziury w piaszczystej szosie zostały przysypane, zapewne straciłaby wszystkie opony. Nie to było jednak w tej chwili najważniejsze.
Parkując na żwirowym podjeździe Moore’ów, dostrzegła Luka w towarzystwie kilku mężczyzn w stetsonach. Zapewne byli to pracownicy. Towarzystwo spojrzało w jej stronę, kiedy dziarskim krokiem zmierzała w ich stronę.